Przejdź do treści
Strona główna » Artykuły » Profilaktyka chorób

Profilaktyka chorób

WSTĘP

Uwaga – przy leczeniu wszelkich chorób należy przestrzegać podanych wskazówek. Jeśli napisane jest, że leczymy minimum 5 dni, to tyle leczymy – nie cztery. Jeśli napisane jest, że leczymy w temperaturze poniżej 28 stopni, to nie w 29! Jeśli woda ma być miękka, to nie KH 10. Jeśli należy podmieniać każdego dnia wodę w ilości 40%, to trzeba to robić. Jeśli podczas leczenia ma być zgaszone światło, to go nie zapalamy. Zawsze dodajemy ekstra napowietrzanie, chyba że mamy naprawdę solidną ilość bąbelków w akwarium.

Zdecydowanie zawsze zalecane jest leczenie w szpitalnym zbiorniku, a nie ogólnym.

Zbiornik szpitalny, fot. SplintersCell

Zbiornik szpitalny to gołe szkło, grzałka i kostka napowietrzająca. Ryby karmimy bardzo małymi porcjami i niekoniecznie każdego dnia, chyba że lek podajemy w karmie. Zbiornik jest zacieniony. Można wstawić do tego zbiornika jakąś sztuczną dekoracje, która da schronienie rybie – będzie mniej zestresowana. Wszelkie ilości substancji leczniczych podane są w oparciu o leczenie na gołym szkle. Podłoże, rośliny, wkłady w filtrach, ilość materii organicznej w akwarium ma olbrzymi wpływ na działanie leku i ciężko jednoznacznie określić o ile powinno się zwiększyć przez nie dawki leku. Jeśli już musimy leczyć ryby w zbiorniku ogólnym, to przed podaniem leku dokładnie czyścimy dno z resztek, przemywamy gąbki w filtrach i podmieniamy minimum 50% wody.

Czego nie wolno robić w trakcie leczenia? Absolutnie nie należy korzystać z lamp UV, wkładów z węglem aktywnym, wkładów z żywicami jonowymiennymi, jonizatorów i ozonatorów. Zakaz stosowania uzdatniaczy do wody.

Opisy leczenia czytamy do samego końca – pamiętamy, że niektórych leków pod żadnym pozorem nie wolno ze sobą łączyć, bo stają się wówczas toksyczne. Nie wolno też czasem leczyć nawet przed upływem okresu karencji po leczeniu innym lekiem.

Jeśli w opisie leczenia podane są np. trzy tury, to leczymy trzy tury – nie jest to widzimisię, tylko wynik tego, jakie cykle rozrodcze ma dany pasożyt.

Przy opisach leczenia bardzo często pojawiają się ilości leku podawane w miligramach bądź gramach na 100 litrów. Są to ilości czynnej substancji – czystego leku – więc jeśli lek ma 10%, 6% albo 24%, to musimy sobie przeliczyć, ile gramów albo ile mililitrów musimy podać, by zachować podaną ilość leku na 100 litrów – dokładnie tak samo trzeba sobie poprzeliczać, ile leku musimy użyć, jeśli zbiornik ma 60 albo 240 litrów. Ważne jest też, by odmierzyć w miarę dokładnie ilość, a nie na oko – są leki, które to wybaczą, ale są i takie, które zabiją nam obsadę, jeśli ilość będzie tak „spod grubego palca”. 

Proszę się później nie dziwić i nie płakać, że leczenie się nie powiodło, jeśli nie spełniliście którejś z zasad obowiązujących przy danym przepisie leczenia.

Ponadto:

Słuchajcie – to nie jest tak, że zerknie się na zdjęcie, dowie paru szczegółów i mamy diagnozę gotową. Tak bardzo wiele czynników wpływa na określenie, co zaatakowało nam rybę, że zawsze (ZAWSZE!) można się pomylić. Jakąś gwarancję daje nam badanie mikroskopowe zeskrobin śluzu, wycinek skrzela, kał, próbka z filtra. Dobrze zrobić posiew, ale i on potrafi czasem dać mylny obraz, bo jest tak wiele bakterii na ciele ryby, że czasem zamglą wynik.

Ospa rybia, fot. bettafish.org

Owszem, z pewną dozą prawdopodobieństwa można zawęzić spektrum chorób po objawach, wywiadzie środowiskowym, filmie i zdjęciach. Jednak nie wymagajcie proszę cudów ani ode mnie – tym bardziej, że jestem takim samym akwarystą amatorem, jak i Wy – czy nawet od specjalisty, by na odległość określił na pewniaka, co dolega rybie i będziecie mieć jak w banku, że się uda to wyleczyć.

Popeye, fot. AC Aquarium Life

Są też pewne choroby, które mają bardzo podobne objawy, szczególnie w początkowej fazie. Czasem też zamiast od razu wojować z chorobą za pomocą bomby atomowej, warto postawić na delikatniejsze sposoby, jak np. sól, zioła, nadmanganian potasu. Chemia zawsze trafia rykoszetem w rybę, a czasem w stabilność zbiornika. Ryba leczona chemią jest słabsza, będzie powoli wracać do idealnej formy i będą na nią czyhać kolejne niebezpieczeństwa.

Dlatego tak ważna jest profilaktyka. Jaka?

Dbanie o idealne warunki środowiska w jakim żyją nasze ryby – uwierzcie mi, że jak ich środowisko jest sprzyjające, to i ryba nieźle sobie radzi z kłopotami. Stres, zbyt wysokie stężenia związków azotu w wodzie, fosforany, złe karmienie, zła temperatura, nieodpowiednie warunki fizykochemiczne wody, czyli twardość i pH, to wszystko działa na niekorzyść. Akwaria mocno roślinne mają mniejszy kłopot z azotanami i fosforanami, ale naprawdę, mimo to, warto podmieniać wodę, nawet w nich, regularnie, choćby po to, żeby poprawić jej potencjał redoks. Woda się starzeje, zaczyna zawierać w sobie sporą ilość substancji, które ryby, w odróżnieniu od nas, odczuwają. Warto do wody czasem dodać witaminy i minerały, bo nie wszystko uda się rybie uzyskać z karmy. Natlenianie – naprawdę potrafi zdziałać cuda – ryba musi mieć odpowiednią ilość tlenu w wodzie – wiem, że się narażę zwolennikom falującej tafli, ale jeśli rybom coś zaczyna dolegać – wrzucajcie solidną kostkę i za przeproszeniem „sru” z bąbelkami na maksa.

Autor: Maciej Koczko